środa, 15 lutego 2017

Tomasz Purol - Warzywniak

Warzywa - sezonowe, pradawne, lokalne. Temat wciąż na tyle nośny, że sięgają po niego zarówno blogerzy, jak i profesjonalni szefowie kuchni. W zeszłym roku ukazała się ciekawa pozycja duetu Paweł Łukasik i Grzegorz Targosz (tak, spokrewniony z Rafałem Targoszem, szefem kuchni) - Retrowarzywa. Początek tego roku (2017) należy za to do pozycji Warzywniak, Tomasza Purola, znanego chociażby z programu Top Chef, gotującego w Restauracji Blow Up Hall 5050 w Poznaniu. 

Zapomniane warzywa nie goszczą na stałe w menu Restauracji Blow Up Hall 5050 (na dzień pisania tekstu w menu a la carte Blow Up Hall 5050 nie ma ANI JEDNEJ pozycji zawierającej warzywa, o których jest książka; potrawy zawierające topinambur i pasternak obecne są za to w menu degustacyjnym), a sam autor nie jest szczególnie znany z eksperymentowania z nimi. W związku z tym, z zaskoczeniem przyjęłam fakt napisania na ten temat książki przez Tomasza Purola.
Pozycja ta wpisuje się w pewną strategię wydawnictwa Pascal, stawiającego w ostatnim czasie na publikacje szefów kuchni. W zeszłym roku wydali pozycje Aleksandra Barona, Ewy Maliki Szyc-Juchnowicz i Jurka Sobieniaka. Chociaż nie wyglądają one jeszcze tak, jak pozycje szefów kuchni wydawane przez chociażby wydawnictwa Phaidon (wydają książki Rene Redzepi'ego) czy Murdoch (wydają Peter'a Gilomore'a) to widać światełko w tunelu i na docenienie zasługuje fakt wyciągnięcia tajemnic szefów z kuchennych odmętów.
Książka Tomasza Purola zawiera 208 stron, na których zmieściło się 60 przepisów, podzielonych na 6 rozdziałów (po 10 przepisów każdy - duży plus) odpowiadających konkretnym warzywom: topinamburowi, pasternakowi, brukwi, jarmużowi, kolorowym marchewkom i skorzonerze. Każdy rozdział składa się z opisu warzywa, jak smakuje, gdzie można kupić (bo wbrew pozorom brukiew na przykład kupić jest niełatwo, ale już topinambur i jarmuż dostaniemy w sieci z robakiem), jak przechowywać, skąd pochodzi (bo nie wszystkie są nasze), po co w ogóle jeść to warzywo (no wiadomo, że dla smaku, ale dodatkowo można się dowiedzieć co nie co o wartościach odżywczych), a także co z tym w ogóle zrobić (chociaż topinambur można jeść na surowo to większość osób, o słabym przewodzie pokarmowym i niedostatecznej florze bakteryjnej, będzie cierpieć na ból brzucha i niestrawność od nadmiaru) oraz z części z przepisami. Każdemu daniu towarzyszy jego zdjęcie wykonane przez Juliana Redondo Bueno. Muszę przyznać, że miałam dosyć wyśrubowane oczekiwania dotyczące zdjęć własnych, a rozmiar rozczarowania nimi jest nie do opisania, dość wspomnieć, że to ilustrujące Bulion z perliczki z topinamburem i selerem naciowym będzie śnić mi się jeszcze długo, jako koszmar. Większość z nich jest nieostra i sprawia, że wcale, a wcale nie ma się ochoty próbować potraw na nich widocznych. 




Same przepisy są niezwykle różnorodne i to się chwali autorowi, jednak po ich wnikliwej lekturze trudno mi stwierdzić do kogo ta książka jest skierowana. Jej wygląd wskazuje na osobę, niezbyt wprawioną w kulinaria, ale chcącą spróbować swoich sił, a część przepisów zupełnie na odwrót, autor nakazuje podgrzewać oliwę do konkretnej, określonej temperatury, pewne rzeczy w określony sposób kroić czy też używa skrótów myślowych, których niewprawiona osoba może nie zrozumieć, da się jednak wybrać takie zupełnie nieskomplikowane, których rezultat będzie zaskakujący. Wbrew tytułowi Warzywniak trzeba mieć na uwadze, że nie jest to książka wegetariańska, ba tego typu przepisy nie stanowią nawet większości, bo nawet kremy zawierają bulion mięsny.
Podsumowując, muszę przyznać, że spodziewałam się więcej i czuję niedosyt, z jednej strony spowodowany osobą autora, którego renoma pozwala oczekiwać od książki więcej, z drugiej brakiem spójności, komunikacja, treść, zdjęcia - nie są ze sobą spójne. Jednak nie jest to zła książka, to całkiem niezła pozycja, która pozwala spojrzeć na warzywa nieco inaczej i poznać ciekawe połączenia smakowe, mogące zasmakować zarówno mięsożercom, jak i (w pewnej części) wegetarianom.


Plusy:
Minusy:
+ tematyka "na fali"
+ wstęp teoretyczny (uzasadnienie tematyki książki)
+ wstępy do rozdziałów (gdzie kupować, jak przechowywać)
+ różnorodność przepisów (przystawki, zupy, dania główne i desery)
+ łatwość wykonania większości dań
+ stopki - nazwy rozdziałów
+ obecność bibliografii
- dania, do których potrzeba specjalistycznej wiedzy bądź specjalistycznego sprzętu (m.in. rozgrzanie oleju do dokładnie 170'C)
- skróty myślowe
- brak spójności przepisów (np. w składzie olej, w treści oliwa)
- zdjęcia - nieostre (choćby str. 163, 81, 75), mało apetyczne (str. 51), nierówne - raz lepsze, raz mniej dobre
- skład (za dużo "światła na niektórych stronach" daje wrażenie braku treści)
- brak spójności z wizerunkiem autora (próba zrobienia "zabawnej" książki)
- brak informacji na ile porcji jest dany przepis (czy też wszystkie z książki)



Tomasz Purol "Warzywniak. Zapomniane smaki"
Zdjęcia: Julian Redondo Bueno
Wyd. Pascal (2017)
Liczba stron: 208
Okładka: twarda
Cena okładkowa: 54,90zł

środa, 2 listopada 2016

Marek Zaremba - Jaglany detoks ...kolejny krok

Pierwsza część książki "Jaglany detoks" stała się bestsellerem, a każdy żywieniowy freak o niej wspominał. Czy tak będzie i w tym przypadku?

Długo zastanawiałam się czy w ogóle pisać o tej książce, czy jej nie pominąć i zapomnieć, że w ogóle miałam ją w rękach i z niej korzystałam. Jednak postanowiłam, że warto. 

Niedawno ukazała się książka Marka Zaremby "Jaglany detoks ...kolejny krok". Autor, jak sam podaje jest dietoterapeutą, specjalistą medycyny komórkowej (tzw. koalicja dr Ratha, odmiana medycyny alternatywnej), terapeutą medycyny św. Hildegardy. Nie podaje jednak swojego konwencjonalnego wykształcenia i doświadczenia. Pozycja jest dosyć obszerna, składa się z 336 stron.
Pierwsza część książki, ponad 200 stron, poświęcona jest temu, jak oczyszczać organizm w zgodzie z Jezusem i religią katolicką. Autor sugeruje, że oddając cześć Bogu (katolickiemu) można żyć w pełni zdrowia i dieta (a także ewentualne oczyszczanie organizmu) powinna być zgodna z Jego prawami. Zabrania też uprawiać jogę. W tej części znalazły się też opisy ziół, przypraw, a także informacje dotyczące funkcjonowania organizmu. Marek Zaremba w barwnych słowach opisuje proces gnicia biała zwierzęcego w układzie pokarmowym i to jak niedożywienie może prowadzić do nadwagi. Szkoda, że jego słowa nie są poparte mocną bibliografią (znalazły się w niej głównie pozycje uduchowione i teksty pobrane z rozmaitych źródeł internetowych bez naukowego zaplecza).
Druga część książki składa się z przepisów na dania, które powinno się zawrzeć w przeprowadzanym detoksie. By z nich korzystać trzeba mieć się na baczności, gdyż właściwie w każdym wypróbowanym przeze mnie był błąd. W przepisie na zupę warzywną autor podał w składnikach m.in. batat i cukinię, których potem nie wykorzystał. W przepisie na zupę z pieczonego kalafiora zapomniał upiec to warzywo. W sałatce z pieczonych buraków użył awokado (tak sugeruje fotografia) - jednak zapomniał o tym napisać. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Niektórzy żartują, że albo mam świetne oko, albo farta, ale w przypadku tej pozycji po prostu "puszczono" szalenie niedopracowane przepisy, w których składniki nie są wykorzystywane lub magicznie zmieniają się w inne w procesie przygotowywania potrawy, a pewne czynności choć zasugerowane nie są wykonywane. Sam pomysł na nie jest niezły, bo przy pewnym wysiłku i własnych próbach smaku można osiągnąć całkiem ciekawe efekty. Jak widać po liczbie karteczek wypróbowałam przepisów sporo. Tylko czy warto ten wysiłek podjąć?
W porównaniu z "Jaglanym detoksem" w tej pozycji zamieszczono zdecydowanie lepsze zdjęcia. Do tego wybrano przyjemne fonty (zgodne z poprzednimi książkami Marka Zaremby), zachowano też miły w odbiorze papier.

Marek Zaremba "Jaglany detoks ...kolejny krok"
Wyd. Pascal (2016)
Liczba stron: 336
Okładka: twarda
Cena okładkowa: 49,90zł

wtorek, 25 października 2016

Jedz brudniej (i czuj się lepiej)

Są takie książki, które powinien przeczytać każdy zajmujący się zdrowym odżywianiem, albo zdrowiem w ogóle. Tym razem w moje ręce trafiła właśnie taka pozycja.


"Jedz brudniej" to książka o tym, jak wiele złego może wyrządzić zbyt czyste jedzenie, czysty dom i serie leków przyjmowane na wszystkie, nawet najdrobniejsze dolegliwości. Josh Axe, praktyk zdrowego odżywiania, certyfikowany specjalista odżywiania (Certified Nutritionist) i specjalista medycyny naturalnej opisuje wiele możliwych konsekwencji podpierając się wieloma case study (w tym przypadkiem swojej mamy) oraz bogatą, solidną bibliografią (głównie artykuły, które można przyszeregować do gatunku Evidence Based Medicine). Podtytuł tej książki - "czuj się lepiej" - wyraża efekt, który można osiągnąć stosując się do porad doktora Axe (ma tytuł doktora medycyny naturalnej). Za jego radami przemawia fakt, że pomagał amerykańskiej drużynie pływackiej przed jedną z Olimpiad i jest uważany za jednego z ojców sukcesów Michaela Phelpsa.
Z "Jedz brudniej" dowiesz się o tym czym charakteryzuje się nadprzepuszczalne (lub popularnie cieknące) jelito, jakie są jego konsekwencje i jak sobie z nim poradzić. Dowiesz się także, jak dzięki normalnemu, prawdziwemu jedzeniu można pewne konsekwencje wielu lat zaniedbań opanować. Będziesz mógł też dokonać autodiagnozy (myślę, że tutaj przydałaby się wizyta u specjalisty, który będzie w stanie dobrać indywidualne podejście - tylko nie wiem gdzie takiego szukać) i zastosować przepisy, bo i one się w tej książce znalazły, na różnego rodzaju dania, smoothies i naturalne kosmetyki, by sobie pomóc. Autor poleca też nasze narodowe przysmaki: kefir i kiszoną kapustę, z tym, że kefir najlepiej owczy lub kokosowy. 
Co oznacza tytułowe "jedz brudniej"? Zjadaj bakterie probiotyczne, zadbaj o swoje jelita. Rola mikrobioty jest nie do przecenienia, a autor tej pozycji o tym nie zapomina, ba poświęcił jej dużą część swojego życia i pracy naukowej (i zarobkowej).


Ponad 400 stron lektury pochłonęło mnie dokumentnie. A uwagi Josha Axe pomogły zastanowić się nad pewnymi objawami znanych mi osób. Uważam, że książka może stanowić pewnego rodzaju drogowskaz, podpowiedź jakie badania wykonać, jakie zdrowe pokarmy wprowadzić. Całość opisana jest w sposób przystępny, językiem, który nie kojarzy się z pseudonaukowym bełkotem. 

Uwaga! Mimo, że książka napisana jest w przystępny sposób i zawiera obszerną bibliografię nie zastąpi kontaktu ze specjalistą!

Josh Axe "Jedz brudniej i czuj się lepiej"
Wyd. Feeria (2016)
Liczba stron: 424
Okładka: miękka
Cena okładkowa: 37,90zł

czwartek, 13 października 2016

Kiszonki i fermentacje

Aleksander Baron bywa czasami porównywany do doktora Frankesteina polskiej gastronomii, nie boi się eksperymentować i stawać w poprzek obowiązujących trendów. Jednak jego najnowsza książka, jest zarówno niepokorna, jak i wpisująca się w ogólnoświatowe trendy. Mowa tutaj o "Kiszonkach i fermentacjach" pozycji nowej, ale już mogącej uchodzić za kultową. Jak udało mu się to osiągnąć?


Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Pascal, zdjęcia zrobiła Małgosia Opala, znana chociażby z magazynu Food and Friends, Aleks Baron przygotował przepisy. Praca nad książką nie była przesadnie długa, lecz bardzo intensywna. Autor przyznaje, że potrafili siedzieć w restauracji Solec 44 wiele godzin, czasami praktycznie bez snu, by wyglądała tak, jak wygląda.

 Do zakupu "Kiszonek i fermentacji" nie trzeba nikogo specjalnie długo namawiać, a rekomendacja Sandora Elixa Katza jest najlepszą reklamą. Polak potrafi kisić i lubi siać ferment, przepisy na marynowane i fermentowane potrawy znajdują się w najstarszych woluminach kulinarnych, jednak spojrzenie Aleksa jest świeże i nowoczesne. Udało mu się w sposób jasny i klarowny przekazać podstawową wiedzę dotyczącą procesu fermentacji, wyjaśnić różnice pomiędzy kiszeniem, kwaszeniem i marynowaniem, pokazać techniki i narzędzia i udowodnić, że ukisić można praktycznie wszystko. Na ponad dwustu stronach znalazło się kilkadziesiąt przepisów na różnego rodzaju kiszone produkty, ale to nie wszystko. Książka nie byłaby pełna, gdyby nie pojawiły się w niej receptury z ich wykorzystaniem. Wśród nich klasyki - jak kiszona kapusta (lecz z twistem), znana z restauracji Solec 44 pietruszka i ogórki, ale także botwina w maślance i kiszone rzodkiewki, których moc może zaskoczyć. A przepisy na dania główne i przystawki, jak choćby kiszony bób czy zupa z jarmużu fermentowanego w maślance (przyszłoby wam do głowy fermentować jarmuż w maślance?), powalają na kolana. Dzięki Aleksandrowi Baronowi nabieram odwagi by spojrzeć na kiszonki w zupełnie inny sposób i podawać je także w formie deseru (Kiszona gruszka z sosem malinowym i kruszonką rozwala mój system).

To pozycja dla wszystkich miłośników kiszonek i nowoczesnej kuchni, ale nie zawiedzie także przeciętnego kolekcjonera książek kucharskich i zwolennika pięknych zdjęć. 


Promocja książki "Kiszonki i fermentacje" w Smolna8Studio. 




Aleksander Baron "Kiszonki i fermentacje"
Fotografie: Małgorzata Opala
Wyd. Pascal (2016)Liczba stron: 240
Okładka: twarda
Cena okładkowa: 64,90zł

piątek, 13 lutego 2015

Konferencja "Czas na rozwiązania"



„Czas na rozwiązania” to kolejna już konferencja przygotowana przez magazyn branży HoReCa Food Service. Poświęcona jest ona, a jakże, branży gastronomicznej, która w ostatnim okresie przeżywa niesamowity rozkwit i wielki bum na wszystkie proponowane przez siebie usługi. 




Na konferencji zostaną poruszone tematy rekrutacji w gastronomii, wykreowaniu i dopilnowaniu określonego poziomu proponowanych dań (tutaj poruszony będzie też temat znalezienia odpowiedniego dostawcy, który „trzyma poziom”), PR i problemów kryzysowych, finansowe (czyli, aby wyjąć trzeba włożyć), a także jak skutecznie korzystać z narzędzi marketingowych. O wszystkich tych aspektach opowiadać będą praktycy, a nie teoretycy, wobec tego można będzie zdobyć wiedzę z pierwszej ręki i porównać doświadczenia. 


Konferencja odbędzie się już 19 lutego, w Hotelu Regent w Warszawie.

środa, 21 stycznia 2015

Kuchnia indyjska [praca zbiorowa]

 Od dawna lubię wyraziste smaki, a tego nie można odmówić kuchni indyjskiej. Chociaż, tak naprawdę ten kraj nie jest jednolitą masą i tak samo, jak w przypadku Chin trudno jest mówić o kuchni indyjskiej jako takiej. Wobec tego, ta książka jest zbiorem przepisów z różnych części Indii. 

Pozycja Kuchnia indyjska napisana była przez wielu autorów, wydana oryginalnie przez Parragon Books, wydawnictwo specjalizujące się w książkach o wszystkim i o niczym, pozbawionych autora. Z tą jest tak samo, jest taka trochę nijaka, jednak ma swoje plusy (inaczej bym o niej nie pisała). 

W książce znalazła się charakterystyka regionów Indii, a także opis dań dla nich typowych. Pojawił się również słowniczek pojęć związanych z tą kuchnią oraz podstawowe przepisy: na Garam masalę czy Ghee. 

W głównej części tej pozycji mamy do czynienia z przepisami na znane z indyjskich knajp dania: samosy, curry, raitę. Jednak jakiś opętany człowiek postanowił nie używać powszechnie przyjętych i ogólnie używanych nazw potraw i wymyślić swoje. Tak więc, z uporem maniaka wpisywał twory takie jak ćatni, ćapati, kari (SIC!!!)

Ponadto edytor dał ciała i zamiast, jak zwyczaje edytorskie przykazały napisać "przygotowanie" i "gotowanie" pojawiły się formy skrócone. Po co? Centymetr papieru robi aż taką różnicę? Irytujące. 

Moim konikiem od zawsze były fotografie w książkach kucharskich. Tutaj znaleziono balans pomiędzy zdjęciami stockowymi i zdjęciami przygotowanymi specjalnie do książki. Nie ma katastrofy:)


 Koniecznie przygotujcie Chai Masalę z tej książki (a jeśli jej nie kupicie, możecie skorzystać z przepisu poniżej ;)).

Chai Masala 
na podstawie Kuchni Indyjskiej
przepis dla 4 osób

1 litr wody
kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka, można pokroić lub zetrzeć na tarce
laska cynamonu
3 nasiona kardamonu, najlepiej je rozgnieść, tak by aromat zawartości przeniknął do naparu
3 goździki
5g czarnej liściastej herbaty
miód/cukier
mleko

Do wrzątku wrzucamy przyprawy, gotujemy 10 minut na średnim ogniu. Zestawiamy, wsypujemy herbatę i odstawiamy pod przykryciem na 5 minut. Przelewamy przez sitko do kubków, dopełniamy mlekiem, słodzimy do smaku.

Ja osobiście lubię, jak sam napar jest lekko "ciągliwy", mocno aromatyczny, dlatego pozwalam przyprawom gotować się trochę dłużej.
Kuchnia indyjska [praca zbiorowa]
Fotografie: Clive Streeter, Mike Cooper oraz zdjęcia stock'owe

Wyd. Olesiejuk (2014)
Liczba stron: 224
Okładka: twarda
Cena okładkowa: 34,99zł

sobota, 17 stycznia 2015

Reklamy

Lubicie reklamy? Tak, ja zazwyczaj też nie przepadam, lecz trochę jest takich, które zachwycają lub chociaż wywołują cień uśmiechu, uniesienie kącika ust (jednego, bo przecież dwa to już mogłaby być przesada). Są też takie, które wprawiają w osłupienie. Kulinarne zazwyczaj są żenujące. Znacie Winiary, Knorra, wszelkie kostki rosołowe? Na pewno. Ich reklamy, do których zatrudniają ostatnio szefów kuchni, tych takich przez wielkie "S", są estetyczne, ale co z tego, skoro produkt jest do chrzanu? 

Od kilku dni w TV można zobaczyć reklamy Lurpaka. Niekoniecznie używam tego masła. Niekoniecznie jestem fanką marki. Jednak ta reklama jest estetyczna, przyjemna, zachęca do gotowania i przywołuje myślami Rachel Khoo i jej programy.



Jak Wam się podoba?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...