środa, 2 listopada 2016

Marek Zaremba - Jaglany detoks ...kolejny krok

Pierwsza część książki "Jaglany detoks" stała się bestsellerem, a każdy żywieniowy freak o niej wspominał. Czy tak będzie i w tym przypadku?

Długo zastanawiałam się czy w ogóle pisać o tej książce, czy jej nie pominąć i zapomnieć, że w ogóle miałam ją w rękach i z niej korzystałam. Jednak postanowiłam, że warto. 

Niedawno ukazała się książka Marka Zaremby "Jaglany detoks ...kolejny krok". Autor, jak sam podaje jest dietoterapeutą, specjalistą medycyny komórkowej (tzw. koalicja dr Ratha, odmiana medycyny alternatywnej), terapeutą medycyny św. Hildegardy. Nie podaje jednak swojego konwencjonalnego wykształcenia i doświadczenia. Pozycja jest dosyć obszerna, składa się z 336 stron.
Pierwsza część książki, ponad 200 stron, poświęcona jest temu, jak oczyszczać organizm w zgodzie z Jezusem i religią katolicką. Autor sugeruje, że oddając cześć Bogu (katolickiemu) można żyć w pełni zdrowia i dieta (a także ewentualne oczyszczanie organizmu) powinna być zgodna z Jego prawami. Zabrania też uprawiać jogę. W tej części znalazły się też opisy ziół, przypraw, a także informacje dotyczące funkcjonowania organizmu. Marek Zaremba w barwnych słowach opisuje proces gnicia biała zwierzęcego w układzie pokarmowym i to jak niedożywienie może prowadzić do nadwagi. Szkoda, że jego słowa nie są poparte mocną bibliografią (znalazły się w niej głównie pozycje uduchowione i teksty pobrane z rozmaitych źródeł internetowych bez naukowego zaplecza).
Druga część książki składa się z przepisów na dania, które powinno się zawrzeć w przeprowadzanym detoksie. By z nich korzystać trzeba mieć się na baczności, gdyż właściwie w każdym wypróbowanym przeze mnie był błąd. W przepisie na zupę warzywną autor podał w składnikach m.in. batat i cukinię, których potem nie wykorzystał. W przepisie na zupę z pieczonego kalafiora zapomniał upiec to warzywo. W sałatce z pieczonych buraków użył awokado (tak sugeruje fotografia) - jednak zapomniał o tym napisać. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Niektórzy żartują, że albo mam świetne oko, albo farta, ale w przypadku tej pozycji po prostu "puszczono" szalenie niedopracowane przepisy, w których składniki nie są wykorzystywane lub magicznie zmieniają się w inne w procesie przygotowywania potrawy, a pewne czynności choć zasugerowane nie są wykonywane. Sam pomysł na nie jest niezły, bo przy pewnym wysiłku i własnych próbach smaku można osiągnąć całkiem ciekawe efekty. Jak widać po liczbie karteczek wypróbowałam przepisów sporo. Tylko czy warto ten wysiłek podjąć?
W porównaniu z "Jaglanym detoksem" w tej pozycji zamieszczono zdecydowanie lepsze zdjęcia. Do tego wybrano przyjemne fonty (zgodne z poprzednimi książkami Marka Zaremby), zachowano też miły w odbiorze papier.

Marek Zaremba "Jaglany detoks ...kolejny krok"
Wyd. Pascal (2016)
Liczba stron: 336
Okładka: twarda
Cena okładkowa: 49,90zł

wtorek, 25 października 2016

Jedz brudniej (i czuj się lepiej)

Są takie książki, które powinien przeczytać każdy zajmujący się zdrowym odżywianiem, albo zdrowiem w ogóle. Tym razem w moje ręce trafiła właśnie taka pozycja.


"Jedz brudniej" to książka o tym, jak wiele złego może wyrządzić zbyt czyste jedzenie, czysty dom i serie leków przyjmowane na wszystkie, nawet najdrobniejsze dolegliwości. Josh Axe, praktyk zdrowego odżywiania, certyfikowany specjalista odżywiania (Certified Nutritionist) i specjalista medycyny naturalnej opisuje wiele możliwych konsekwencji podpierając się wieloma case study (w tym przypadkiem swojej mamy) oraz bogatą, solidną bibliografią (głównie artykuły, które można przyszeregować do gatunku Evidence Based Medicine). Podtytuł tej książki - "czuj się lepiej" - wyraża efekt, który można osiągnąć stosując się do porad doktora Axe (ma tytuł doktora medycyny naturalnej). Za jego radami przemawia fakt, że pomagał amerykańskiej drużynie pływackiej przed jedną z Olimpiad i jest uważany za jednego z ojców sukcesów Michaela Phelpsa.
Z "Jedz brudniej" dowiesz się o tym czym charakteryzuje się nadprzepuszczalne (lub popularnie cieknące) jelito, jakie są jego konsekwencje i jak sobie z nim poradzić. Dowiesz się także, jak dzięki normalnemu, prawdziwemu jedzeniu można pewne konsekwencje wielu lat zaniedbań opanować. Będziesz mógł też dokonać autodiagnozy (myślę, że tutaj przydałaby się wizyta u specjalisty, który będzie w stanie dobrać indywidualne podejście - tylko nie wiem gdzie takiego szukać) i zastosować przepisy, bo i one się w tej książce znalazły, na różnego rodzaju dania, smoothies i naturalne kosmetyki, by sobie pomóc. Autor poleca też nasze narodowe przysmaki: kefir i kiszoną kapustę, z tym, że kefir najlepiej owczy lub kokosowy. 
Co oznacza tytułowe "jedz brudniej"? Zjadaj bakterie probiotyczne, zadbaj o swoje jelita. Rola mikrobioty jest nie do przecenienia, a autor tej pozycji o tym nie zapomina, ba poświęcił jej dużą część swojego życia i pracy naukowej (i zarobkowej).


Ponad 400 stron lektury pochłonęło mnie dokumentnie. A uwagi Josha Axe pomogły zastanowić się nad pewnymi objawami znanych mi osób. Uważam, że książka może stanowić pewnego rodzaju drogowskaz, podpowiedź jakie badania wykonać, jakie zdrowe pokarmy wprowadzić. Całość opisana jest w sposób przystępny, językiem, który nie kojarzy się z pseudonaukowym bełkotem. 

Uwaga! Mimo, że książka napisana jest w przystępny sposób i zawiera obszerną bibliografię nie zastąpi kontaktu ze specjalistą!

Josh Axe "Jedz brudniej i czuj się lepiej"
Wyd. Feeria (2016)
Liczba stron: 424
Okładka: miękka
Cena okładkowa: 37,90zł

czwartek, 13 października 2016

Kiszonki i fermentacje

Aleksander Baron bywa czasami porównywany do doktora Frankesteina polskiej gastronomii, nie boi się eksperymentować i stawać w poprzek obowiązujących trendów. Jednak jego najnowsza książka, jest zarówno niepokorna, jak i wpisująca się w ogólnoświatowe trendy. Mowa tutaj o "Kiszonkach i fermentacjach" pozycji nowej, ale już mogącej uchodzić za kultową. Jak udało mu się to osiągnąć?


Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Pascal, zdjęcia zrobiła Małgosia Opala, znana chociażby z magazynu Food and Friends, Aleks Baron przygotował przepisy. Praca nad książką nie była przesadnie długa, lecz bardzo intensywna. Autor przyznaje, że potrafili siedzieć w restauracji Solec 44 wiele godzin, czasami praktycznie bez snu, by wyglądała tak, jak wygląda.

 Do zakupu "Kiszonek i fermentacji" nie trzeba nikogo specjalnie długo namawiać, a rekomendacja Sandora Elixa Katza jest najlepszą reklamą. Polak potrafi kisić i lubi siać ferment, przepisy na marynowane i fermentowane potrawy znajdują się w najstarszych woluminach kulinarnych, jednak spojrzenie Aleksa jest świeże i nowoczesne. Udało mu się w sposób jasny i klarowny przekazać podstawową wiedzę dotyczącą procesu fermentacji, wyjaśnić różnice pomiędzy kiszeniem, kwaszeniem i marynowaniem, pokazać techniki i narzędzia i udowodnić, że ukisić można praktycznie wszystko. Na ponad dwustu stronach znalazło się kilkadziesiąt przepisów na różnego rodzaju kiszone produkty, ale to nie wszystko. Książka nie byłaby pełna, gdyby nie pojawiły się w niej receptury z ich wykorzystaniem. Wśród nich klasyki - jak kiszona kapusta (lecz z twistem), znana z restauracji Solec 44 pietruszka i ogórki, ale także botwina w maślance i kiszone rzodkiewki, których moc może zaskoczyć. A przepisy na dania główne i przystawki, jak choćby kiszony bób czy zupa z jarmużu fermentowanego w maślance (przyszłoby wam do głowy fermentować jarmuż w maślance?), powalają na kolana. Dzięki Aleksandrowi Baronowi nabieram odwagi by spojrzeć na kiszonki w zupełnie inny sposób i podawać je także w formie deseru (Kiszona gruszka z sosem malinowym i kruszonką rozwala mój system).

To pozycja dla wszystkich miłośników kiszonek i nowoczesnej kuchni, ale nie zawiedzie także przeciętnego kolekcjonera książek kucharskich i zwolennika pięknych zdjęć. 


Promocja książki "Kiszonki i fermentacje" w Smolna8Studio. 




Aleksander Baron "Kiszonki i fermentacje"
Fotografie: Małgorzata Opala
Wyd. Pascal (2016)Liczba stron: 240
Okładka: twarda
Cena okładkowa: 64,90zł

piątek, 13 lutego 2015

Konferencja "Czas na rozwiązania"



„Czas na rozwiązania” to kolejna już konferencja przygotowana przez magazyn branży HoReCa Food Service. Poświęcona jest ona, a jakże, branży gastronomicznej, która w ostatnim okresie przeżywa niesamowity rozkwit i wielki bum na wszystkie proponowane przez siebie usługi. 




Na konferencji zostaną poruszone tematy rekrutacji w gastronomii, wykreowaniu i dopilnowaniu określonego poziomu proponowanych dań (tutaj poruszony będzie też temat znalezienia odpowiedniego dostawcy, który „trzyma poziom”), PR i problemów kryzysowych, finansowe (czyli, aby wyjąć trzeba włożyć), a także jak skutecznie korzystać z narzędzi marketingowych. O wszystkich tych aspektach opowiadać będą praktycy, a nie teoretycy, wobec tego można będzie zdobyć wiedzę z pierwszej ręki i porównać doświadczenia. 


Konferencja odbędzie się już 19 lutego, w Hotelu Regent w Warszawie.

środa, 21 stycznia 2015

Kuchnia indyjska [praca zbiorowa]

 Od dawna lubię wyraziste smaki, a tego nie można odmówić kuchni indyjskiej. Chociaż, tak naprawdę ten kraj nie jest jednolitą masą i tak samo, jak w przypadku Chin trudno jest mówić o kuchni indyjskiej jako takiej. Wobec tego, ta książka jest zbiorem przepisów z różnych części Indii. 

Pozycja Kuchnia indyjska napisana była przez wielu autorów, wydana oryginalnie przez Parragon Books, wydawnictwo specjalizujące się w książkach o wszystkim i o niczym, pozbawionych autora. Z tą jest tak samo, jest taka trochę nijaka, jednak ma swoje plusy (inaczej bym o niej nie pisała). 

W książce znalazła się charakterystyka regionów Indii, a także opis dań dla nich typowych. Pojawił się również słowniczek pojęć związanych z tą kuchnią oraz podstawowe przepisy: na Garam masalę czy Ghee. 

W głównej części tej pozycji mamy do czynienia z przepisami na znane z indyjskich knajp dania: samosy, curry, raitę. Jednak jakiś opętany człowiek postanowił nie używać powszechnie przyjętych i ogólnie używanych nazw potraw i wymyślić swoje. Tak więc, z uporem maniaka wpisywał twory takie jak ćatni, ćapati, kari (SIC!!!)

Ponadto edytor dał ciała i zamiast, jak zwyczaje edytorskie przykazały napisać "przygotowanie" i "gotowanie" pojawiły się formy skrócone. Po co? Centymetr papieru robi aż taką różnicę? Irytujące. 

Moim konikiem od zawsze były fotografie w książkach kucharskich. Tutaj znaleziono balans pomiędzy zdjęciami stockowymi i zdjęciami przygotowanymi specjalnie do książki. Nie ma katastrofy:)


 Koniecznie przygotujcie Chai Masalę z tej książki (a jeśli jej nie kupicie, możecie skorzystać z przepisu poniżej ;)).

Chai Masala 
na podstawie Kuchni Indyjskiej
przepis dla 4 osób

1 litr wody
kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka, można pokroić lub zetrzeć na tarce
laska cynamonu
3 nasiona kardamonu, najlepiej je rozgnieść, tak by aromat zawartości przeniknął do naparu
3 goździki
5g czarnej liściastej herbaty
miód/cukier
mleko

Do wrzątku wrzucamy przyprawy, gotujemy 10 minut na średnim ogniu. Zestawiamy, wsypujemy herbatę i odstawiamy pod przykryciem na 5 minut. Przelewamy przez sitko do kubków, dopełniamy mlekiem, słodzimy do smaku.

Ja osobiście lubię, jak sam napar jest lekko "ciągliwy", mocno aromatyczny, dlatego pozwalam przyprawom gotować się trochę dłużej.
Kuchnia indyjska [praca zbiorowa]
Fotografie: Clive Streeter, Mike Cooper oraz zdjęcia stock'owe

Wyd. Olesiejuk (2014)
Liczba stron: 224
Okładka: twarda
Cena okładkowa: 34,99zł

sobota, 17 stycznia 2015

Reklamy

Lubicie reklamy? Tak, ja zazwyczaj też nie przepadam, lecz trochę jest takich, które zachwycają lub chociaż wywołują cień uśmiechu, uniesienie kącika ust (jednego, bo przecież dwa to już mogłaby być przesada). Są też takie, które wprawiają w osłupienie. Kulinarne zazwyczaj są żenujące. Znacie Winiary, Knorra, wszelkie kostki rosołowe? Na pewno. Ich reklamy, do których zatrudniają ostatnio szefów kuchni, tych takich przez wielkie "S", są estetyczne, ale co z tego, skoro produkt jest do chrzanu? 

Od kilku dni w TV można zobaczyć reklamy Lurpaka. Niekoniecznie używam tego masła. Niekoniecznie jestem fanką marki. Jednak ta reklama jest estetyczna, przyjemna, zachęca do gotowania i przywołuje myślami Rachel Khoo i jej programy.



Jak Wam się podoba?

piątek, 7 listopada 2014

Rachel Khoo - Moja Mała Francuska Kuchnia

 Są tacy autorzy książek kucharskich, których pozycje kupuje się "w ciemno", bez zastanowienia. Są też tacy fotografowie, dla których zdjęć kupuje się książki kucharskie. Książka Moja Mała Francuska Kuchnia Rachel Khoo ma obydwie te cechy. 

Autorka, młoda brytyjka, gotująca w Paryżu i jeżdżąca po Francji za ciekawymi, oryginalnymi smakami, z łatwością zdobywa serca czytelnika i widza swoich programów kulinarnych. David Loftus, światowej sławy fotograf kulinarny, potrafi na papierze oddać smak i zapach potraw. Zdarzało mi się kupować książki kucharskie tylko po to by oglądać zdjęcia jego autorstwa. W książce Rachel Khoo nie zawiódł. Fotografie są niezwykle apetyczne, wymowne, zdają się wręcz krzyczeć "zjedz mnie!". Lecz żeby móc zjeść trzeba najpierw ugotować. Tutaj z pomocą przychodzą czytelnikowi przepisy autorstwa uroczej paryżanki (bo nie można tego Rachel odebrać, jest paryżanką, chociaż w Paryżu się nie urodziła). 

Rachel Khoo wybrała się w podróż w różne zakątki Francji by odnaleźć autentyczne, uwielbiane przez Francuzów smaki. W skutek tej podróży powstało dużo przepisów. Niekoniecznie identycznych z oryginalnymi, ale w pewien sposób autentycznych, będących impresją na temat smaków charakterystycznych dla tego kraju.

Książka Moja Mała Francuska Kuchnia podzielona została na rozdziały odpowiadające regionom Francji. Każdy rozpoczyna się od wstępu poświęconego osobliwościom kuchni, zwyczajom mieszkańców i opowiadającego o odczuciach autorki. Dalej są już smaki i zapachy w jej autorskich recepturach. Smaki nie do podrobienia, inne, autorskie.

Ta książka udowadnia, że regionalna kuchnia francuska nie musi być ciężka i przestarzała, że każdy może z nią improwizować.




Zapraszam na http://facebook.com/ksiazkikucharskie, gdzie jeden egzemplarz Mojej Małej Francuskiej Kuchni można wygrać.

Rachel Khoo - Moja Mała Francuska Kuchnia
Fotografie: David Loftus

Wyd. Albatros (2014)
Liczba stron: 288
Okładka: twarda
Cena okładkowa: 68zł
Książkę dostałam od Wydawnictwa Albatros
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...